eMamaBajki dla dzieciDla dziewczynekTajemnica samotnej wróżki z Mglistej Doliny

Tajemnica samotnej wróżki z Mglistej Doliny

W malowniczej Mglistej Dolinie krąży legenda o tajemniczej wróżce, której nikt nigdy nie widział. Mieszkańcy wioski od pokoleń zostawiają dary przed jej ukrytą chatką, otrzymując w zamian cudowne zioła leczące wszelkie dolegliwości. Gdy śmiertelna choroba atakuje wioskę, mała Dorotka wyrusza w niebezpieczną podróż, by odnaleźć wróżkę i ocalić swoich bliskich. Nie spodziewa się, że odkryje sekret zmieniający wszystko.

Szept mglistej doliny

Na skraju wioski Lipowo rozciągała się Mglista Dolina – miejsce, które dzieci omijały szerokim łukiem, a dorośli odwiedzali tylko z konieczności. Zawsze spowita mleczną mgłą, kryła w sobie chatę tajemniczej wróżki Mgławicy. Nikt nie wiedział, jak wygląda, ani skąd się wzięła. Niektórzy mówili, że jest piękna jak poranna rosa, inni – że odstrasza swoim przerażającym wyglądem.

Dorotka, dziesięcioletnia dziewczynka o rudych warkoczach i piegowatej twarzy, często przysiadała na wzgórzu graniczącym z doliną, zastanawiając się, co kryje się za ścianą mgły.

„Tato, dlaczego nigdy nie odwiedzamy wróżki, by podziękować za lekarstwa?” – zapytała pewnego dnia, gdy jej ojciec wracał z kolejną paczuszką ziół.

„Bo takie są zasady, kochanie” – odpowiedział, gładząc jej włosy. „Zostawiamy dary na kamieniu granicznym, a rankiem znajdujemy zioła. Tak było zawsze.”

Dorotka nie rozumiała tego zwyczaju. Obserwowała, jak mieszkańcy Lipowa układali na wielkim płaskim głazie najpiękniejsze owoce, świeże pieczywo, a nawet drobne wyroby rzemieślnicze. Rankiem dary znikały, a w ich miejsce pojawiały się woreczki z ziołami, opatrzone małymi karteczkami opisującymi ich działanie.

Wszystko zmieniło się, gdy do wioski zawitała tajemnicza choroba. Najpierw zachorował stary młynarz, potem nauczycielka, a wkrótce gorączka i kaszel dotknęły niemal każdego domu. Zioła od wróżki pomagały, ale nie wystarczały dla wszystkich.

Na cotygodniowym zebraniu Rady Wioski zapadła decyzja: podwoić dary dla wróżki.

„A co jeśli to nie wystarczy?” – zapytała cicho Dorotka, która przysłuchiwała się obradom z kąta izby. Dorośli spojrzeli na nią z zaskoczeniem.

„Zawsze wystarczało” – odparł surowym tonem sołtys Barnaba. „Nie zakłócamy spokoju Mgławicy. Takie jest prawo naszej wioski od pokoleń.”

Tej nocy Dorotka nie mogła zasnąć. Przez okno swojej izdebki widziała mgłę snującą się nad doliną, jakby wróżka wyciągała ku wiosce swoje mleczne palce. Słyszała kaszel mamy dobiegający z sąsiedniego pokoju i czuła, że musi coś zrobić.

O świcie, gdy wszyscy jeszcze spali, wymknęła się z domu. W dłoni ściskała swoją najcenniejszą własność – małą, srebrną broszkę po babci. Przy kamieniu granicznym zawahała się. Nigdy wcześniej żaden mieszkaniec Lipowa nie ośmielił się przekroczyć tej niewidzialnej granicy.

„Dla mamy” – szepnęła, dodając sobie odwagi, i zrobiła pierwszy krok w mleczną zasłonę.

Mgła otulała ją ze wszystkich stron, ale nie była zimna ani nieprzyjemna. Wręcz przeciwnie – czuła się, jakby szła przez miękką, puszystą chmurę. Każdy krok stawiała z bijącym sercem, nasłuchując tajemniczych dźwięków. Wokół niej, w mgle, migotały drobne światełka, jakby tysiące świetlików próbowało wskazać jej drogę.

„Nie bój się, mała wędrowczyni” – usłyszała nagle szept, który zdawał się dobiegać z samej mgły. „Czekałam na kogoś, kto odważy się przekroczyć granicę.”

Dorotka zatrzymała się, rozglądając niepewnie.

„Kim jesteś?” – zapytała, a jej głos drżał lekko.

„Jestem głosem doliny” – odpowiedziała mgła. „A ty jesteś pierwszą osobą od bardzo, bardzo dawna, która odważyła się mnie odwiedzić.”

Spotkanie z tajemnicą

Dorotka szła dalej, prowadzona przez migoczące światełka. Mgła gęstniała i rzedła, tworząc w powietrzu fantazyjne kształty. Po kilkunastu minutach marszu dostrzegła zarys małej chatki, ukrytej pomiędzy starymi drzewami. Była przytulna, z dachem pokrytym mchem i ścianami oplątanymi dzikim winem. Z komina unosił się delikatny, zielonkawy dym.

Dziewczynka podeszła do drzwi i zawahała się. Co jeśli wróżka naprawdę jest potworem, jak mówią niektórzy? Zebrała całą swoją odwagę i zapukała trzy razy.

Cisza. Dorotka już chciała zapukać ponownie, gdy drzwi uchyliły się z cichym skrzypnięciem. W środku było ciemno.

„Wejdź, dziecko” – usłyszała ciepły, kobiecy głos. „Nie musisz się bać.”

Dorotka przekroczyła próg. Wnętrze chatki było większe, niż się wydawało z zewnątrz. Wszędzie stały półki z kolorowymi buteleczkami, suszonymi ziołami i starymi księgami. Pod oknami rosły doniczki z roślinami, których dziewczynka nigdy wcześniej nie widziała. Na środku stał wielki stół, a przy nim siedziała… postać okryta szarym płaszczem z kapturem, spod którego nie było widać twarzy.

„Czy ty jesteś wróżką Mgławicą?” – zapytała Dorotka, ściskając w dłoni srebrną broszkę.

„Tak mnie nazywają” – odpowiedziała postać. „A ty musisz być Dorotka. Obserwuję cię od dawna, siedzącą na wzgórzu i patrzącą w stronę mojej doliny.”

Dziewczynka była zaskoczona, że wróżka zna jej imię. Zebrała się na odwagę i podeszła bliżej.

„Przyszłam prosić o pomoc” – powiedziała. „W wiosce jest choroba, a twoje zioła pomagają, ale nie wystarczają dla wszystkich.”

Mgławica westchnęła ciężko.

„Wiem o chorobie. Przygotowuję silniejsze lekarstwo, ale potrzebuję czasu.”

„Moja mama jest bardzo chora” – wyszeptała Dorotka, a łzy napłynęły jej do oczu. „Przyniosłam ci to.” – Wyciągnęła rękę z broszką. „To najcenniejsza rzecz, jaką mam.”

Wróżka wstała i podeszła do dziewczynki. Jej ruchy były płynne i pełne gracji. Delikatnie dotknęła broszki, ale nie wzięła jej.

„Zachowaj swoją pamiątkę, dziecko. Twoja odwaga jest dla mnie cenniejsza niż wszystkie skarby.”

Dorotka uniosła wzrok i wtedy zauważyła, że spod kaptura wróżki wystają… łuski. Zielonkawe, połyskujące w świetle świec łuski pokrywały fragment szyi wróżki.

Mgławica musiała zauważyć jej spojrzenie, bo cofnęła się gwałtownie.

„Teraz rozumiesz, dlaczego wolę pozostać w ukryciu?” – zapytała cicho.

„Co ci się stało?” – Dorotka nie mogła powstrzymać pytania.

Wróżka stała nieruchomo przez dłuższą chwilę, po czym powoli uniosła ręce i zdjęła kaptur. Dorotka wstrzymała oddech.

Twarz Mgławicy była naprawdę piękna – miała duże, zielone oczy i delikatne rysy. Jednak połowa jej twarzy i szyja pokryte były tymi samymi zielonkawymi łuskami. Włosy, częściowo srebrne, częściowo zielone, opadały jej na ramiona.

„Urodziłam się taka” – wyjaśniła wróżka. „Pół człowiek, pół istota wodna. Moja matka była wróżką, a ojciec – duchem rzeki. Kiedy byłam dzieckiem, mieszkańcy poprzedniej wioski próbowali mnie… wyleczyć. Uciekłam i znalazłam schronienie tutaj, w mgle.”

Dorotka patrzyła na nią zafascynowana. Nie czuła strachu, tylko smutek, że ktoś tak dobry jak Mgławica musi się ukrywać.

„Jesteś piękna” – powiedziała szczerze. „Twoje łuski wyglądają jak klejnoty.”

Po twarzy wróżki spłynęła pojedyncza łza.

„Jesteś pierwszą osobą od stu lat, która tak powiedziała” – wyszeptała, uśmiechając się delikatnie. „A teraz chodź, pokażę ci, jak przygotowuję lekarstwo na chorobę, która nawiedziła twoją wioskę.”

Magia akceptacji

Przez następne godziny Dorotka obserwowała, jak Mgławica przygotowuje lekarstwo. Dłonie wróżki poruszały się z niezwykłą zręcznością, mieszając zioła, dodając krople tajemniczych płynów i szepcząc zaklęcia nad bulgoczącym kociołkiem. Dziewczynka pomagała, jak umiała – podając składniki, mieszając wywary i słuchając opowieści wróżki.

„Dlaczego nigdy nie pokazałaś się mieszkańcom wioski?” – zapytała w końcu.

Mgławica uśmiechnęła się smutno.

„Próbowałam, dawno temu. Kiedy przybyłam do tych ziem, sto pięćdziesiąt lat temu, zaoferowałam pomoc ówczesnemu sołtysowi. Pokazałam mu swoje umiejętności uzdrawiania, ale gdy zobaczył moje łuski…” – Wróżka przerwała, wpatrując się w swoje dłonie. „Uznał mnie za potwora, demona. Chcieli mnie wypędzić, ale stary uzdrowiciel zaproponował układ: będę pomagać z ukrycia, a oni zostawią mnie w spokoju.”

„To niesprawiedliwe!” – Dorotka uderzyła pięścią w stół, aż podskoczyły fiolki. „Pomagasz im, a oni…”

„Świat nie zawsze jest sprawiedliwy, moja mała przyjaciółko” – przerwała jej łagodnie Mgławica. „Ludzie boją się tego, czego nie rozumieją. Z czasem przyzwyczaiłam się do samotności. Mam towarzystwo zwierząt, drzew i mgły.”

Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, lekarstwo było gotowe. Mgławica przelała je do kilkudziesięciu małych buteleczek.

„To wystarczy dla całej wioski” – powiedziała. „Ale muszę cię ostrzec: ta choroba wróci za rok, i za dwa, i za trzy. Potrzebuję dostępu do źródła w centrum wioski, by przygotować trwałe zabezpieczenie.”

Dorotka zrozumiała problem. Wróżka nie mogła pójść do wioski, nie wywołując paniki.

„A gdybyś nie musiała się ukrywać?” – zapytała nagle dziewczynka. „Gdyby ludzie wiedzieli, jaka naprawdę jesteś?”

Mgławica pokręciła głową.

„Strach jest silniejszy niż wdzięczność, Dorotko.”

„Nie jeśli ja im pomogę cię zrozumieć!” – Oczy dziewczynki błyszczały. „Zaufaj mi!”

Po wielu namowach wróżka zgodziła się na odważny plan Dorotki. Zapakowały lekarstwo do koszyka, a dziewczynka ruszyła w drogę powrotną, obiecując wrócić następnego dnia.

W wiosce zapanował chaos, gdy zniknięcie Dorotki zostało odkryte. Gdy wróciła, niosąc koszyk z lekarstwem, wszyscy rzucili się w jej stronę z pytaniami.

„Byłam u wróżki Mgławicy” – oznajmiła głośno na środku placu wioski. „I przyniosłam lekarstwo dla wszystkich.”

Rada Wioski zebrała się natychmiast. Starszyzna była oburzona złamaniem pradawnego zakazu, ale lekarstwo działało cuda. W ciągu kilku godzin chorzy zaczęli wracać do zdrowia.

„Musicie poznać Mgławicę” – nalegała Dorotka. „Ona nie jest potworem! Jest dobra i mądra, i samotna!”

„To niemożliwe” – upierał się sołtys. „Zasady istnieją nie bez powodu!”

„Jakie zasady?” – zapytała odważnie Dorotka. „Te, które opierają się na strachu przed czymś, czego nigdy nie widzieliście?”

Jej słowa trafiły do wielu osób, które zawdzięczały życie ziołom wróżki. Na drugi dzień Dorotka poprowadziła małą grupę odważnych – w tym swoich rodziców – przez mgłę, do chatki Mgławicy.

Wróżka czekała na nich przy drzwiach, nadal w kapturze. Drżała z nerwów, ale gdy zobaczyła spokojną, uśmiechniętą twarz Dorotki, nabrała odwagi.

„Witajcie w mojej dolinie” – powiedziała, powoli zdejmując kaptur.

Nastąpiła cisza. Ludzie patrzyli na jej łuskowatą skórę, zielone pasma włosów i niezwykłe oczy. Dorotka wstrzymała oddech, czekając na ich reakcję.

To matka dziewczynki, jeszcze blada po chorobie, zrobiła pierwszy krok.

„Dziękuję ci za uratowanie mojego życia” – powiedziała, wyciągając rękę do wróżki. „I za opiekę nad moją odważną córką.”

Po tygodniu cała wioska wiedziała już o prawdziwej naturze Mgławicy. Nie wszyscy od razu przyjęli ją z otwartymi ramionami, ale dzięki wytrwałości Dorotki, mgła między doliną a wioską zaczęła się powoli rozwiewać – zarówno dosłownie, jak i metaforycznie.

Wróżka pomogła oczyścić źródło w centrum wioski, zabezpieczając mieszkańców przed przyszłymi epidemiami. Z czasem zaczęła odwiedzać wioskę, ucząc dzieci o ziołach i naturze. Jej dom w dolinie stał się miejscem spotkań i nauki.

A Dorotka? Została pierwszą uczennicą Mgławicy, poznając tajniki zielarstwa i magii natury. Dziewczynka, która miała odwagę zajrzeć za zasłonę mgły i zobaczyć piękno ukryte pod łuskami, udowodniła, że czasem największą magią jest akceptacja tego, co inne i niezrozumiałe.

„Pamiętaj, Dorotko” – mówiła często Mgławica, gdy siedziały razem na wzgórzu, patrząc na wioskę i dolinę, teraz połączone ścieżką. „Prawdziwe zmiany nie dzieją się za pomocą czarów. Dzieją się w sercach ludzi, gdy ktoś ma odwagę zrobić pierwszy krok.”

Czytaj dalej

Najnowsze na portalu