eMamaBajki dla dzieciKrótkie na dobranocSmok Dyziek i zaklęta melodia gór

Smok Dyziek i zaklęta melodia gór

Bajka opowiada o wyjątkowym smoku Dyźku, który zamiast ognia wydobywa z paszczy melodie. Wyśmiewany przez mieszkańców wioski, odkrywa, że jego niezwykły talent jest kluczem do ocalenia całej krainy przed złowrogimi cieniami, które żywią się smutkiem i strachem ludzi.

Muzyczny smok

U podnóża Błękitnych Gór leżała mała wioska Dolinowo. Otoczona wysokimi szczytami, była domem dla zwykłych ludzi i jednego niezwykłego mieszkańca – smoka Dyźka. Młody smok mieszkał w jaskini tuż za ostatnimi domami, pod opieką staruszka Miro.

Dyziek różnił się od innych smoków. Gdy próbował zionąć ogniem, z jego paszczy wydobywały się najpiękniejsze melodie, jakie kiedykolwiek słyszano w górach.

„Znowu próbowałeś, Dyźku?” pytał Miro, gdy widział zasmucony pysk smoka.

„Jaki ze mnie smok, skoro nie potrafię nawet podpalić małego ogniska?” westchnął Dyziek. „Zamiast tego śpiewam jak jakiś leśny ptak.”

„Każdy ma swój talent,” odpowiadał mądrze staruszek. „Twoja muzyka jest darem. Pewnego dnia to zrozumiesz.”

Ale dzieci z wioski często wyśmiewały Dyźka, nazywając go „Śpiewającą jaszczurką” i „Smokiem bez ognia”.

Nadchodzące cienie

Pewnego poranka mieszkańcy wioski zauważyli dziwne zjawisko. Cień na szczycie najwyższej góry zaczął się powiększać, powoli spływając w kierunku doliny. Był głębszy niż zwykły cień, pochłaniał kolory i radość ze wszystkiego, czego dotknął.

Ewa, odważna dziewczynka, która jako jedyna nie śmiała się z Dyźka, przybiegła do jego jaskini.

„Dyźku! Coś złego dzieje się w górach! Cienie połykają wszystko!” zawołała z przejęciem.

Smok wyszedł z jaskini i spojrzał w górę. Rzeczywiście, ciemne smugi powoli spływały ze szczytów.

„Staruszek Miro mówił kiedyś o Cieniach Smutku,” powiedział Dyziek. „To istoty, które żywią się smutkiem i strachem. Im bardziej się boimy, tym stają się silniejsze.”

„Co możemy zrobić?” zapytała Ewa, ściskając łapę przyjaciela.

Poszukiwanie odwagi

Następnego dnia cienie dotarły do pierwszych domów. Ludzie zamykali się w chatach, a powietrze wypełniał smutek i strach. Dyziek widział, jak jego ukochana wioska powoli traci kolory i radość.

„Muszę coś zrobić,” powiedział do Ewy i staruszka Miro. „Może moja muzyka…”

„Tak! Stara legenda mówi, że Cienie Smutku boją się tylko jednego – czystej radości płynącej z serca,” przypomniał sobie Miro. „A twoja muzyka, Dyźku, płynie prosto z twojego dobrego serca.”

Dyziek nie był przekonany. Jak jego śmieszna przypadłość mogła komukolwiek pomóc? Ale widząc strach w oczach mieszkańców wioski, wiedział, że musi spróbować.

Pieśń światła

Smok wspiął się na wzgórze pośrodku wioski. Cienie już prawie całkowicie spowiły domy. Z drżącym sercem wziął głęboki oddech. Zamiast próbować zionąć ogniem jak zwykle, świadomie pozwolił melodii wypłynąć z jego wnętrza.

Z paszczy Dyźka popłynęła muzyka, jakiej nikt wcześniej nie słyszał – pełna nadziei, radości i światła. Pierwsza nuta uniosła się w powietrze, delikatnie rozświetlając najbliższe cienie.

„Patrzcie!” zawołała Ewa, wskazując na cofające się ciemności.

Dyziek śpiewał coraz pewniej. Jego melodia niosła się po dolinie, odbijała od gór i wracała wzmocniona. Wszędzie, gdzie docierały dźwięki, cienie ustępowały, a kolory powracały do wioski.

Mieszkańcy wychodzili z domów, zadzierając głowy. Niektórzy zaczęli klaskać w rytm muzyki, inni tańczyć. Radość wypełniła serca ludzi, sprawiając, że cienie nie miały już czym się żywić.

Prawdziwy skarb

Gdy ostatni cień rozpłynął się ponad górami, Dyziek zakończył swoją pieśń. Zapadła cisza, a potem – gromkie brawa. Cała wioska wiwatowała na cześć swojego wybawcy.

„Wybacz nam, Dyźku,” powiedział wójt, podchodząc do smoka. „Wyśmiewaliśmy to, co okazało się twoim największym darem.”

Dyziek uśmiechnął się. Po raz pierwszy nie wstydził się swojej odmienności.

„Każdy z nas jest inny,” powiedział mądrze staruszek Miro, głaszcząc łuskę smoka. „I w tej różnorodności tkwi nasza siła.”

Od tego dnia Dyziek stał się dumą Dolinowa. Co wieczór, przy ognisku na głównym placu, dawał koncert, a jego melodie chroniły wioskę przed powrotem cieni. Bo tam, gdzie jest muzyka i radość, smutek nie ma dostępu.

Czytaj dalej

Najnowsze na portalu