eMamaBajki dla dzieciDla chłopcówDworzec tysiąca zagadek

Dworzec tysiąca zagadek

W magicznym miasteczku Tikkerville stary dworzec kolejowy skrywa niezwykłą tajemnicę. Gdy tajemniczy Mistrz Zagadek rzuca czar na podróżnych, troje przyjaciół – odważny Max, błyskotliwa Zosia i nieśmiały Franek – muszą rozwiązać serię łamigłówek, by przełamać zaklęcie i uratować uwięzionych ludzi przed zmierzchem.

Tajemnicze zniknięcia

Stary dworzec w Tikkerville zawsze wydawał się trochę magiczny. Czerwone cegły pamiętały setki lat historii, a wielki zegar na fasadzie tykał w sobie tylko znanym rytmie. Max, dziesięcioletni chłopiec o niesfornych brązowych włosach i bystrych oczach, codziennie mijał dworzec w drodze do szkoły.

Tego poranka jednak coś było inaczej. Na peronie stał wysoki mężczyzna w cylinder na głowie, z długą brodą sięgającą do pasa. W dłoni trzymał ozdobną laskę zakończoną kryształową kulą, która mieniła się wszystkimi kolorami tęczy.

Ten dworzec skrywa więcej zagadek niż gwiazd na niebie – powiedział tajemniczy mężczyzna, gdy Max przechodził obok. – Tylko bystry umysł może je rozwiązać.

Max zatrzymał się zaskoczony. Chciał zapytać, co mężczyzna ma na myśli, ale w tym momencie na dworzec wbiegli jego najlepsi przyjaciele – Zosia o rudych warkoczach i Franek, który nigdy nie rozstawał się ze swoim notatnikiem.

Max, dzieje się coś dziwnego! – zawołała Zosia, łapiąc oddech. – Ludzie znikają na dworcu!

Franek nerwowo poprawił okulary. – Mój tata miał wrócić z podróży wczoraj wieczorem, ale gdy pociąg przyjechał, nie było go w środku. A konduktor twierdzi, że wsiadał w Silvertown.

Max spojrzał na tajemniczego mężczyznę, ale ten zniknął. Na jego miejscu leżała tylko złota koperta. Chłopiec podniósł ją i otworzył. W środku znajdowała się kartka z zagadką:

Gdy wskazówki złączą się w górze, Otworzy się tajemna brama. Szukajcie tam, gdzie echo niesie, A znajdziecie drogę do rozwiązania.

To musi być wskazówka! – powiedział Max, pokazując kartkę przyjaciołom. – Mówi o zegarze. „Gdy wskazówki złączą się w górze” – to znaczy o dwunastej!

Zosia zmarszczyła brwi. – Została tylko godzina. Musimy się pospieszyć!

Gdy zegar wybił dwunastą, trójka przyjaciół stała pod wielką tarczą. Nagle usłyszeli dziwny dźwięk dochodzący zza ściany. Franek przyłożył ucho do zimnej cegły.

Słyszę echo… jakby ktoś wołał o pomoc!

Max zaczął przesuwać dłonią po ścianie i nagle jedna z cegieł wcisnęła się pod jego naciskiem. Część ściany odsunęła się, odsłaniając wąskie przejście. Dzieci spojrzały po sobie niepewnie, ale ciekawość zwyciężyła strach.

Za tajemnym przejściem znajdowały się stare, zakurzone schody prowadzące w dół. Z każdym krokiem powietrze stawało się chłodniejsze. Na końcu schodów czekały na nich ogromne, drewniane drzwi z wyrytymi symbolami. Na drzwiach widniał napis: „Aby przejść dalej, rozwiąż zagadkę: Mam miasta bez domów, lasy bez drzew, rzeki bez wody. Czym jestem?”

Mapa! – wykrzyknęła Zosia po chwili zastanowienia. – To musi być mapa!

W tym momencie symbole na drzwiach rozbłysły błękitnym światłem, a drzwi otworzyły się z cichym skrzypieniem.

Podziemny labirynt

Za drzwiami rozpościerał się ogromny podziemny dworzec, jakby przeniesiony z innej epoki. Kryształowe lampy rzucały miękkie światło na marmurowe posadzki i rzędy drewnianych ławek. Ale najbardziej zadziwiające było to, że wszędzie stali ludzie – kompletnie nieruchomi, jakby zamienieni w kamienne posągi.

To są ci zaginieni podróżni! – szepnął Franek, rozpoznając wśród zastygłych postaci swojego tatę.

Nagle z cienia wyłonił się znajomy mężczyzna w cylindrze. Jego broda mieniła się teraz srebrnym blaskiem, a kryształowa kula na lasce pulsowała hipnotyzującym światłem.

Witajcie w Dworcu Tysiąca Zagadek – powiedział, kłaniając się lekko. – Jestem Mistrz Zagadek, strażnik tego miejsca.

Co zrobiłeś tym ludziom? – zapytał odważnie Max, chociaż kolana lekko mu drżały.

Mistrz Zagadek uśmiechnął się tajemniczo. – Nic strasznego, zapewniam. Po prostu potrzebują pomocy, by wrócić do normalnego świata. Każdy z nich stanął przed zagadką, której nie potrafił rozwiązać. Wy możecie im pomóc, jeśli jesteście wystarczająco bystrzy.

Zosia wystąpiła naprzód. – Dlaczego miałbyś uwięzić tych ludzi tylko dlatego, że nie rozwiązali jakiejś głupiej zagadki?

Głupiej? – Mistrz Zagadek uniósł brwi. – Zagadki ćwiczą umysł i wyobraźnię. Ludzie przestali doceniać potęgę myślenia. Zbyt zajęci pędzącym światem, zapominają o magii ukrytej w prostych pytaniach.

Franek, który zazwyczaj był najbardziej nieśmiały, niespodziewanie zabrał głos. – Ale nie możesz zmuszać ludzi do rozwiązywania zagadek. To nie fair!

Mistrz Zagadek zamyślił się. – Może macie rację. Proponuję więc układ: rozwiążcie trzy główne zagadki Dworca, a uwolnię wszystkich. Jeśli wam się nie uda… dołączycie do mojej kolekcji zaklętych podróżnych.

Dzieci wymieniły spojrzenia. Nie mieli wyboru – musieli spróbować.

Pierwsza zagadka znajdowała się na wielkim zegarze w centrum podziemnego dworca. Wskazówki poruszały się w przeciwnych kierunkach, a cyfry zmieniały się co chwilę.

Im więcej mnie zabierasz, tym większy się staję. Czym jestem? – przeczytała Zosia napis pod zegarem.

Myśleli intensywnie, gdy nagle Franek pstryknął palcami. – To dziura! Im więcej ziemi zabierasz kopiąc, tym większa staje się dziura!

Zegar zabłysnął złotym światłem, a jedna z zastygłych postaci – staruszka z parasolką – nagle ożyła, oddychając głęboko.

Udało się! – ucieszył się Max. – Teraz druga zagadka!

Mistrz Zagadek zaprowadził ich do starej księgarni dworcowej. Na półkach stały tysiące książek, a na podłodze leżała plansza z literami.

Znajdziecie mnie raz w minucie, dwa razy w momencie, ale ani razu w godzinie – brzmiała druga zagadka.

Dzieci głowili się nad odpowiedzią, próbując różnych wariantów. Czas uciekał.

Wielki finał

Litera M! – wykrzyknęła nagle Zosia. – M jest raz w słowie „minuta”, dwa razy w słowie „moment”, ale nie ma jej w słowie „godzina”!

Księgarnia rozbłysła, a kolejnych kilkanaście osób odzyskało ruch. Wśród nich był tata Franka, który natychmiast podbiegł do syna i mocno go przytulił.

Zostało ostatnie wyzwanie – oznajmił Mistrz Zagadek, a jego głos nagle wydawał się mniej pewny. – Najważniejsza zagadka Dworca.

Zaprowadził ich do wielkiej sali z mieniącą się kopułą przedstawiającą mapę gwiazd. Na środku stał ogromny kryształowy globus, wewnątrz którego wirowały miniaturowe pociągi po mikroskopijnych torach.

Jestem początkiem wszystkiego, końcem przestrzeni i czasu. Jestem początkiem każdego końca i końcem każdej drogi – przeczytał Max ostatnią zagadkę wyrytą na podstawie globusa.

Tym razem zagadka wydawała się najtrudniejsza. Dzieci zastanawiali się długo, próbując różnych odpowiedzi – „wszechświat”, „nieskończoność”, „zero” – ale globus pozostawał nieporuszony.

Zostało wam tylko pięć minut – powiedział Mistrz Zagadek, wskazując na klepsydrę, w której złoty piasek prawie się przesypał.

Franek, który dotąd był cichy, nagle podszedł do globusa i przyjrzał się zagadce jeszcze raz.

To litera „E” – powiedział pewnym głosem. – E jest na początku słowa „everything” (wszystko), na końcu „space” (przestrzeń) i „time” (czas). Jest na początku „end” (koniec) i na końcu „route” (droga).

Globus rozbłysnął tak jasno, że dzieci musiały zasłonić oczy. Gdy otworzyły je ponownie, wszyscy zamrożeni podróżni poruszali się swobodnie, rozglądając się zdezorientowani dookoła.

Mistrz Zagadek stał pośrodku, a jego cylinder i laska powoli zaczęły znikać. Teraz wyglądał jak zwykły starszy pan o łagodnym uśmiechu.

Gratuluję wam, dzieci – powiedział, a jego głos był teraz ciepły i przyjazny. – Udowodniliście, że umysł, wyobraźnia i współpraca są potężniejsze niż jakiekolwiek zaklęcie.

Kim tak naprawdę jesteś? – zapytał Max.

Starzec uśmiechnął się tajemniczo. – Byłem kiedyś zarządcą tego dworca, gdy pociągi dopiero zaczynały kursować. Kochałem zagadki i chciałem, by każdy podróżny miał okazję poćwiczyć umysł podczas czekania na swój pociąg.

Ale dlaczego zamieniałeś ludzi w posągi? – dociekała Zosia.

Z biegiem lat, gdy ludzie stawali się coraz bardziej zabiegani, przestali zwracać uwagę na małe przyjemności umysłu. Myślałem, że zmuszając ich do rozwiązywania zagadek, przywrócę dawną tradycję. Teraz widzę, że myliłem się. Prawdziwa radość z rozwiązywania łamigłówek płynie z dobrowolnego wyboru.

Nagle dworzec zaczął drżeć, a kryształowe lampy zafalowały.

Czas wracać na powierzchnię – powiedział starzec. – Moja magia wyczerpuje się. Dworzec Tysiąca Zagadek musi wrócić do krainy fantazji, skąd przybył.

Poprowadził dzieci i wszystkich ocalonych podróżnych tajemnym przejściem z powrotem na główny dworzec. Gdy ostatnia osoba przeszła przez drzwi, tajemne przejście zamknęło się i zniknęło, jakby nigdy go nie było.

Mistrz Zagadek stał na peronie, coraz bardziej przezroczysty.

Zabieracie ze sobą najważniejszą zagadkę – powiedział, zanim całkowicie zniknął. – Jak zachować ciekawość świata i radość odkrywania, nawet gdy dorośniecie?

Troje przyjaciół stało na peronie, patrząc na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał tajemniczy starzec. Zegar dworcowy wybił trzecią, a na stację wjechał zwykły pociąg podmiejski.

Życie wróciło do normalności, ale Max, Zosia i Franek wiedzieli, że nigdy nie zapomną przygody na Dworcu Tysiąca Zagadek. I od tamtej pory, za każdym razem gdy czekali na pociąg, wymyślali dla siebie nawzajem zagadki, a w ich oczach błyszczała iskra magii starego dworca.

Czytaj dalej

Najnowsze na portalu