eMamaBajki dla dzieciKrótkie na dobranocKucharz przygotowuje ucztę dla smoka

Kucharz przygotowuje ucztę dla smoka

W uroczym miasteczku Dąbrowa niepozorny kucharz Bartłomiej staje przed największym wyzwaniem swojego życia – musi przygotować ucztę dla wybrednego smoka Zębacza, który grozi zniszczeniem miasteczka. Z pomocą tajemniczego Mistrza Wei i jego wnuczki Mariny, Bartłomiej odkrywa w sobie nieznany talent kulinarny i uczy się, że prawdziwa magia kryje się w sercu kucharza.

Nieoczekiwany gość w Dąbrowie

Był piękny wiosenny poranek, gdy mieszkańcy Dąbrowy usłyszeli przerażający ryk. Na wzgórzu nad miasteczkiem pojawił się olbrzymi smok o złotych łuskach. Zębacz – bo tak się nazywał – usiadł na ratuszowej wieży, powodując, że część dachu się zawaliła.

„Mieszkańcy Dąbrowy!” – zagrzmiał smok, a jego głos odbił się echem od okolicznych wzgórz. „Jestem głodny po długiej podróży! Żądam uczty godnej mego podniebienia! Macie trzy dni, by przygotować posiłek, który mnie zadowoli, inaczej wasze miasteczko zmieni się w popiół!”

Burmistrz Florian, drżąc ze strachu, zwołał naradę. Mieszkańcy w panice proponowali różne rozwiązania – od oddania wszystkich zapasów, po ucieczkę z miasta. Wreszcie ktoś wspomniał o Bartłomieju, lokalnym kucharzu z gospody „Pod Złotym Garnkiem”.

„Ja? Ale ja gotuję tylko proste potrawy!” – zaprzeczał Bartłomiej, gdy przyprowadzono go przed oblicze burmistrza.

„Nie mamy wyboru” – stwierdził burmistrz. „Albo przygotujesz ucztę dla smoka, albo wszyscy zostaniemy bez domów!”

Tajemniczy Mistrz Wei

Bartłomiej spędził całą noc, przeglądając swoje książki kucharskie, ale nic nie wydawało się odpowiednie dla wybrednego smoka. Rankiem, gdy siedział załamany przed swoją kuchnią, pojawił się starszy mężczyzna w dziwnym stroju.

„Problemów szukasz rozwiązania, jak widzę” – powiedział nieznajomy z lekkim akcentem. „Mistrz Wei jestem. Smoki znam lepiej niż własną kieszeń.”

Bartłomiej spojrzał na starca podejrzliwie, ale był zbyt zdesperowany, by odrzucić jakąkolwiek pomoc.

„Rzeczywiście, panie Wei, mam problem ze smokiem…”

„Nie 'panie Wei’, tylko Mistrz Wei!” – poprawił go staruszek, stukając laską o ziemię. „I przyprowadzić pomoc kazałem.”

Zza rogu wyszła młoda dziewczyna o czarnych włosach i bystrych oczach.

„To Marina, moja wnuczka. W kuchni pomocna będzie.”

Marina uśmiechnęła się nieśmiało do Bartłomieja.

Lekcje smoczej kuchni

Przez następne dwa dni Bartłomiej pod okiem Mistrza Wei uczył się nowych technik kulinarnych. Staruszek przyniósł egzotyczne przyprawy i składniki, o których kucharz nigdy nie słyszał.

„Smoki ognia i powietrza wielbieniem są, więc potrawy ostre i lekkie lubią” – tłumaczył Mistrz, pokazując, jak przyrządzić ognisty sos z czerwonych papryczek.

Marina okazała się niezwykle zręczna w kuchni. Pomagała Bartłomiejowi opanować trudne techniki krojenia i mieszania składników.

„Mój dziadek zna smoki, bo mieszkał kiedyś w górach, gdzie było ich wiele” – wyjaśniła, gdy razem wałkowali ciasto na pierożki z pikantnym nadzieniem.

„Ale dlaczego zdecydowaliście się mi pomóc?” – zapytał Bartłomiej.

Marina uśmiechnęła się tajemniczo. „Dziadek mówi, że każdy talent potrzebuje czasem wyzwania, by rozkwitnąć.”

Dzień próby

Nadszedł trzeci dzień. Na głównym placu ustawiono długi stół pełen potraw przygotowanych przez Bartłomieja. Były tam ogniste zupy, chrupiące pierożki z korzennymi nadzieniami, pieczone mięsa skropione tajemniczymi sosami i deser z karmelizowanych owoców.

Zębacz zleciał z ratuszowej wieży, a ziemia zatrzęsła się pod jego ciężarem. Powąchał jedzenie, mrużąc swoje wielkie oczy.

„Hmm, zapach jest… interesujący” – stwierdził, biorąc pierwszy kęs pikantnej zupy.

Zapadła cisza. Bartłomiej wstrzymał oddech. Marina ścisnęła jego dłoń, dodając otuchy.

Nagle smok wypuścił z nozdrzy obłoczek dymu i jego oczy rozszerzyły się.

„To jest… PRZEPYSZNE!” – zaryczał, rzucając się na kolejne dania. „Od stuleci nie jadłem czegoś tak wyśmienitego!”

Ukryty talent

Gdy Zębacz skończył ucztę, oblizał się z zadowoleniem i ogłosił, że Dąbrowa będzie pod jego specjalną ochroną. Zamiast zniszczyć miasteczko, postanowił zamieszkać na pobliskiej górze i często odwiedzać „Pod Złotym Garnkiem” na posiłki.

Bartłomiej stał się bohaterem, a jego gospoda najsłynniejszym miejscem w okolicy.

„Zawsze miałeś ten talent” – powiedział Mistrz Wei, gdy świętowali wieczorem. „Potrzebowałeś tylko uwierzyć w siebie.”

„I specjalnych przypraw” – dodała ze śmiechem Marina.

„Przyprawy to tylko dodatek” – odparł starzec. „Prawdziwa magia tkwi w sercu kucharza.”

Bartłomiej uśmiechnął się, patrząc na zadowolonych mieszkańców i złotego smoka, który drzemał teraz spokojnie na placu. Czasem największe wyzwania odsłaniają nasze ukryte talenty – wystarczy tylko odrobina odwagi i pomocna dłoń przyjaciela.

Czytaj dalej

Najnowsze na portalu