eMamaBajki dla dzieciDla dziewczynekLalki bobasy ożywają nocą

Lalki bobasy ożywają nocą

W magicznym świecie zabawek, gdzie sny stają się rzeczywistością po zmroku, lalki bobasy z popularnego sklepu odkrywają przerażającą prawdę o swoim losie. Pod przewodnictwem odważnej Pusi, grupa lalek organizuje brawurową ucieczkę przez centrum handlowe, mierząc się z licznymi przeszkodami i nawiązując nieoczekiwane przyjaźnie, by każda z nich mogła znaleźć swój wymarzony dom.

Tajemnica sklepu z zabawkami

Na najwyższej półce ekskluzywnego sklepu z zabawkami „Czarodziejska Kraina” siedziała Pusia, najpiękniejsza lalka bobas z długimi blond lokami i niebieskimi oczami, które zamykały się, gdy ją kładziono. Miała na sobie różową sukienkę z koronką i była dumą kolekcji. Każdego dnia obserwowała, jak dzieci wchodziły do sklepu, zachwycały się zabawkami, a rodzice kupowali prezenty na zbliżające się święta.

Wieczorem, gdy Pani Klara, surowa kierowniczka sklepu, przekręciła klucz w zamku i światła zgasły, stało się coś magicznego. Zabawki ożyły.

„Pssst! Pusia! Słyszałaś nowiny?” szepnął Guziczek, najmniejszy bobas w sklepie, wspinając się z trudem na półkę. Miał niebieskie śpioszki i czarne loczki, a jego policzki zdobiły urocze dołeczki.

„Jakie nowiny?” zapytała Pusia, pomagając maluchowi.

„Podsłuchałem Panią Klarę. Po świętach wyprzedaż! Wszystkie niesprzedane zabawki trafią do pudła z przeceną, a jeśli się nie sprzedadzą… na śmietnik!”

Pusia zamarła. „Na śmietnik? Nie, to niemożliwe…”

„To prawda” – dobiegł ich cichy głos. Z ciemnego kąta półki wyszła Luna, piękna porcelanowa lalka z czarnymi włosami i smutnymi oczami. „Byłam w takim pudle w poprzednim sklepie. Trafiłam tu, bo nikt mnie nie chciał.”

Pusia rozejrzała się po sklepie. Wszystkie zabawki nasłuchiwały z niepokojem. Pluszaki, samochodziki, klocki, a przede wszystkim jej rodzina – dwadzieścia lalek bobasów z różnych kolekcji.

„Nie możemy na to pozwolić!” – zadecydowała Pusia, wstając. „Każdy z nas zasługuje na kochający dom. Musimy uciec i sami znaleźć sobie rodziny!”

„Ale jak?” – zapytał Guziczek, drżąc ze strachu. „Świat za drzwiami jest ogromny i niebezpieczny.”

„Razem damy radę” – odpowiedziała Pusia, biorąc malca za rękę. „Musimy tylko opracować plan.”

Przez kolejne godziny zabawki dyskutowały, spierały się i planowały. Luna, która widziała trochę świata, narysowała mapę centrum handlowego na kartce wyrwanej z notesu Pani Klary. Puchaty, stary pluszowy miś, który stał na półce od lat, zaoferował swoją pomoc.

„Znam to centrum jak własną łapkę” – powiedział, strzepując kurz z futra. „Będę waszym przewodnikiem.”

Plan był prosty. Następnego wieczoru, tuż przed zamknięciem, gdy Pani Klara będzie liczyła utarg, lalki zjadą po specjalnie zbudowanej zjeżdżalni z pudełek do klapy wentylacyjnej pod ladą. Stamtąd przedostaną się do systemu wentylacyjnego centrum handlowego.

„Pamiętajcie,” – powiedziała Pusia podczas ostatniej odprawy – „trzymamy się razem. Nikt nie zostaje w tyle. Znajdziemy dom dla każdego bobasa!”

Gdy zabawki wróciły na swoje miejsca przed świtem, Pusia nie mogła przestać myśleć o ich odważnym planie. Patrzyła na śpiącego Guziczka i inne lalki. W jej plastikowym sercu zrodziła się determinacja. Nie pozwoli, aby którakolwiek z nich trafiła na śmietnik. Nawet jeśli sama miałaby zostać w tyle.

Nocna wyprawa przez centrum

Kiedy zegar wybił dziewiątą wieczorem, a Pani Klara zaczęła zamykać kasę, serce Pusi (choć było z plastiku) biło jak szalone. Nadszedł moment prawdy. Gdy kierowniczka poszła na zaplecze po swoją torebkę, Pusia dała znak.

„Teraz!” szepnęła.

Jeden po drugim, bobasy zaczęły zsuwać się po prowizorycznej zjeżdżalni zbudowanej z kartonów i wstążek. Guziczek, mimo strachu, chichotał cicho, zjeżdżając w dół. Luna, z gracją baletnicy, wylądowała bezszelestnie. Nawet stary Puchaty, mimo swojego rozmiaru, zjechał elegancko, choć z kilkoma koziołkami na końcu.

„Szybko, do klapy!” poganiała Pusia, słysząc kroki Pani Klary wracającej z zaplecza.

Wszystkie dwadzieścia jeden lalek bobasów plus Puchaty i Luna przecisnęli się przez wąską klapę wentylacyjną, zamykając ją za sobą dosłownie sekundy przed tym, jak Pani Klara stanęła przy ladzie. Znaleźli się w ciemnym, zakurzonym tunelu.

„Puchaty, prowadź” poprosiła Pusia.

Pluszowy miś wypiął dumnie pierś i ruszył naprzód, a za nim długi sznur lalek. Poruszali się w ciemnościach, trzymając się za ręce, by nikt się nie zgubił. Kurz łaskotał ich w plastikowe nosy, a odgłosy z centrum handlowego – trzaski, brzęki i szumy – brzmiały złowrogo w metalowych tunelach.

„Zobaczcie!” wykrzyknął nagle Guziczek, wskazując przez kratkę wentylacyjną. „Fontanna z czekoladą!”

Rzeczywiście, pod nimi znajdowała się cukiernia, a na jej ladzie stał imponujący fontanna, z której spływała kaskada płynnej czekolady.

„Nie rozpraszajmy się” przypomniała Pusia, choć sama przełknęła ślinę na ten widok.

Wędrowali dalej, aż dotarli do rozwidlenia dróg.

„W którą stronę?” zapytała Luna.

Puchaty podrapał się po głowie. „Hmm, powinniśmy skręcić w lewo, a potem… Nie, czekajcie, może w prawo…”

„Zgubiłeś się?!” zapiszczał Guziczek.

„Nie, nie, to tylko… małe zamieszanie. Te tunele trochę się zmieniły przez ostatnie lata.”

Nagle usłyszeli przerażający dźwięk – miauknięcie kota. Przez kratkę zobaczyli ogromnego, rudego kocura patrolującego korytarze centrum handlowego.

„To Rudy, kot ochroniarza!” wyszeptał przestraszony Puchaty. „Jest bardzo sprytny i uwielbia polować na wszystko, co się rusza.”

Lalki przylgnęły do ścian tunelu, wstrzymując oddech, gdy Rudy przeszedł tuż pod nimi, wąchając powietrze.

„Musimy znaleźć wyjście na zewnątrz, zanim nas wyczuje,” zdecydowała Pusia.

Poprowadzeni instynktem Pukatego, skręcili w prawo i zaczęli czołgać się przez coraz węższe tunele. Guziczek, będąc najmniejszym, wysunął się na prowadzenie, pomagając innym znajdować najłatwiejszą drogę.

Po godzinie wędrówki dotarli wreszcie do kratki wentylacyjnej, przez którą widzieli gwiaździste niebo.

„Udało się!” wykrzyknęła Luna, ale jej radość szybko zgasła.

Kratka wychodziła na dach centrum handlowego, kilkanaście metrów nad ziemią.

„I co teraz?” zapytał jeden z bobasów.

Pusia rozejrzała się desperacko. Na dachu nie było nic poza kilkoma kominami i antenami. Jak mieli zejść na dół?

„Patrzcie!” zawołał Guziczek, wskazując na linę z chorągiewkami promocyjnymi, która biegła od dachu do pobliskiego latarni w parku. „Możemy zjechać jak na tyrolce!”

„To szaleństwo,” szepnęła Luna, ale Pusia już wiedziała, że to ich jedyna szansa.

Jeden po drugim, bobasy zjeżdżały po linie, trzymając się chorągiewek. Pusia stała przy kratce, licząc każdą lalkę, upewniając się, że nikt nie zostaje w tyle. Na końcu został tylko Guziczek, który trząsł się ze strachu.

„Nie dam rady,” płakał. „Boję się wysokości.”

„Uda ci się,” zapewniła go Pusia, biorąc za rękę. „Zjedziemy razem.”

Zamknęli oczy i skoczyli w noc, trzymając się mocno chorągiewki i siebie nawzajem.

Dom dla każdego bobasa

Wylądowali miękko na kupce liści w parku, gdzie czekały już pozostałe lalki. Guziczek otworzył oczy i uśmiechnął się szeroko, zdając sobie sprawę, że są bezpieczni. Otaczał ich park miejski skąpany w świetle księżyca, z fontanną pośrodku i alejkami wysypanymi żwirem.

„Udało nam się!” wykrzyknęła Pusia, nie mogąc powstrzymać radości. „Jesteśmy wolni!”

Lalki zaczęły tańczyć i skakać, świętując swój wyczyn. Luna wykonała piękny piruet, a Puchaty, mimo swojego wieku, puścił się w tany z najmniejszymi bobasami.

„A teraz co?” zapytał Guziczek, gdy emocje nieco opadły. „Jak znajdziemy dom dla każdego z nas?”

Pusia spojrzała na park i przylegającą do niego ulicę. W oddali widać było rzędy domów, w których światła powoli gasły.

„Podzielimy się na grupy,” zdecydowała. „Każda grupa znajdzie jeden dom i sprawdzi, czy mieszkają tam dzieci. Jeśli tak, zostawimy jednego bobasa na progu, ze specjalnym listem.”

Luna wyciągnęła z kieszeni swojej sukienki mały notes i ołówek, które zabrała ze sklepu. „Mogę napisać listy,” zaoferowała. „Byłam na wystawie w księgarni i nauczyłam się czytać i pisać.”

„Doskonale!” ucieszyła się Pusia.

Przez następne godziny lalki przemierzały okoliczne ulice, zaglądając przez okna i szukając domów, gdzie mogłyby znaleźć miłość. Luna pisała wzruszające listy, w których wyjaśniała, że każdy bobas potrzebuje domu i będzie wiernym przyjacielem.

Znaleźli dom z małą dziewczynką, która miała pokój pełen lalek, ale żadnego bobasa. Tam zostawili pierwszą lalkę – bobasa w niebieskiej sukience.

Znaleźli dom z bliźniaczkami, które dzieliły łóżko piętrowe. Tam zostawili dwa bobasy – chłopca i dziewczynkę, idealnie dopasowanych do ich nowych właścicielek.

I tak dom po domu, lalka po lalce, grupa się zmniejszała. Niektóre bobasy zostawiali na progach, inne na parapetach, jeszcze inne w ogródkach, zawsze z listem od Luny.

Gdy nadszedł świt, zostali tylko Pusia, Guziczek, Luna i Puchaty.

„Co z nami?” zapytał Guziczek, ziewając. Był zmęczony całonocną wyprawą.

Pusia rozejrzała się. Stali przed małym, przytulnym domkiem na końcu ulicy. Przez okno widzieli choinkę i skromne dekoracje świąteczne. Na kominku wisiały trzy puste skarpety.

„Myślę, że znaleźliśmy nasz dom,” powiedziała cicho Pusia.

Luna napisała ostatni list, najdłuższy i najbardziej wzruszający ze wszystkich. Wyjaśniła w nim historię czterech przyjaciół, którzy chcieli być razem i szukali rodziny, która mogłaby ich pokochać.

Gdy światło zaczęło się przeciskać przez chmury, Puchaty pomógł im wspiąć się na parapet. Zajrzeli przez okno i zobaczyli małą dziewczynkę, która zeszła po schodach w piżamie. Miała może siedem lat, rude włosy związane w niedbały warkocz i piegi rozsypane na nosie.

Otworzyła drzwi, by sprawdzić, czy Mikołaj już przyszedł, i znalazła cztery zabawki siedzące na progu, z listem w ręku Luny.

Jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia i radości. Wzięła list i przeczytała go, a jej twarz rozjaśniła się szerokim uśmiechem. Delikatnie podniosła każdą zabawkę, przytulając ją do serca.

„Mamo! Tato! Mikołaj przyniósł mi przyjaciół!” zawołała, biegnąc do środka.

Pusia, Guziczek, Luna i Puchaty wymienili spojrzenia pełne szczęścia, gdy drzwi się za nimi zamknęły. Wiedzieli, że właśnie znaleźli swój prawdziwy dom. A gdzieś w mieście, szesnaście innych bobasów budziło się w swoich nowych domach, gotowych rozpocząć nowe życie pełne miłości i przygód.

I chociaż żadna z lalek już nigdy nie powiedziała słowa – bo magia działa tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy – to ich plastikowe serca były pełne wdzięczności i radości, że każdy z nich znalazł miejsce, gdzie był chciany i kochany.

Czytaj dalej

Najnowsze na portalu