Bajka o roztargnionej wróżce Stelli, która traci swoją magiczną różdżkę i wyrusza na poszukiwania w towarzystwie żółwia Pimpusia, małej Iskierki i figlarnego Chochlika Psotnika. Podczas przygody bohaterowie odkrywają, że prawdziwa magia nie tkwi w magicznych przedmiotach, lecz w przyjaźni, dobroci i współpracy.
Zniknięcie magicznego skarbu
W małej chatce na skraju Zaczarowanego Lasu mieszkała wróżka chrzestna imieniem Stella. Miała włosy mieniące się wszystkimi kolorami tęczy i zawsze nosiła sukienkę z delikatnego materiału przypominającego płatki kwiatów. Jej najcenniejszym skarbem była błyszcząca różdżka, którą spełniała życzenia i pomagała wszystkim, którzy tego potrzebowali.
Pewnego poranka Stella obudziła się z uśmiechem na twarzy, gotowa na nowy dzień pełen dobrych uczynków. Przeciągnęła się, ziewnęła i sięgnęła po różdżkę, która zawsze leżała na poduszce obok niej.
– Hmm, to dziwne – mruknęła Stella, gdy jej ręka napotkała pustkę. – Gdzie jest moja różdżka?
Wróżka zerwała się z łóżka i zaczęła gorączkowo przeszukiwać swoją sypialnię. Zaglądała pod poduszki, do szuflad, nawet do dzbanka z wodą. Różdżki nigdzie nie było!
– To katastrofa! – zawołała, załamując ręce. – Bez różdżki nie mogę czarować! Jak pomogę księżniczce Mii w jej urodziny? Jak sprawię, że kwiaty zakwitną na festiwalu wiosny? Jak naprawię most nad Szemrzącym Potokiem?
Na dźwięk jej zdenerwowanego głosu z cienia wysunął się żółw Pimpuś, który od lat mieszkał w ogrodzie Stelli.
– Co się stało, droga Stello? – zapytał powoli, mrugając sennie oczami.
– Moja różdżka zniknęła, Pimpusiu! – odpowiedziała Stella, krążąc nerwowo po pokoju. – Bez niej jestem bezużyteczna. To tak, jakby malarz stracił pędzel, a muzyk instrument!
Pimpuś zamyślił się na chwilę, co u żółwia trwało dłużej niż u innych stworzeń.
– Może ktoś ją pożyczył? – zasugerował w końcu.
– Pożyczył? Kto śmiałby pożyczyć różdżkę wróżki bez pytania? – oburzyła się Stella, ale zaraz jej twarz pojaśniała. – Chyba że… Chochlik Psotnik! Ten mały nicpoń zawsze kręci się wokół mojej chatki!
W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Stella otworzyła je i zobaczyła małą dziewczynkę z jasnymi loczkami i błyszczącymi oczami.
– Dzień dobry, pani wróżko! – powiedziała dziewczynka. – Jestem Iskierka. Przyszłam, bo moja mama mówi, że pomagasz tym, którzy mają kłopoty. A ja zgubiłam swojego ukochanego pluszowego kotka.
Stella westchnęła ciężko.
– Och, kochanie, bardzo chciałabym ci pomóc, ale obawiam się, że sama mam kłopoty. Ktoś zabrał moją magiczną różdżkę.
Iskierka otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
– Naprawdę? To straszne! Może mogę pomóc w poszukiwaniach? Jestem bardzo dobra w znajdowaniu rzeczy. Zawsze odnajduję zabawki mojego młodszego braciszka!
Stella uśmiechnęła się mimo zmartwień. Energia i entuzjazm dziewczynki były zaraźliwe.
– Cóż, pomoc by się przydała – przyznała. – Myślę, że wiem, kto mógł zabrać moją różdżkę. Chochlik Psotnik. Ale znalezienie go nie będzie łatwe.
– Ja też pomogę – zaoferował Pimpuś, wysuwając powoli głowę z pancerza. – Może nie jestem szybki, ale za to jestem mądry i spostrzegawczy.
– Dziękuję, przyjaciele – odparła wzruszona Stella. – Razem na pewno odnajdziemy moją różdżkę. Musimy tylko ustalić, od czego zacząć poszukiwania.
W poszukiwaniu magicznego złodzieja
Trio nietypowych poszukiwaczy wyruszyło w drogę przez Zaczarowany Las. Iskierka podskakiwała radośnie, zatrzymując się co chwilę, by podziwiać kolorowe motyle i niezwykłe kwiaty. Pimpuś sunął powoli, ale wytrwale, badając uważnie każdy kamień i każdą kępkę trawy. Stella unosiła się kilka centymetrów nad ziemią – nawet bez różdżki wróżki potrafią latać, choć nie tak wysoko jak zwykle.
– Gdzie możemy znaleźć Chochlika Psotnika? – zapytała Iskierka, zrywając po drodze poziomkę.
– Chochliki lubią miejsca pełne życia i zabawy – wyjaśniła Stella. – Ale ten konkretny psotnik ma swoją kryjówkę na Grzybowej Polanie.
– To daleko? – westchnął Pimpuś, już nieco zmęczony.
– Niezbyt – odpowiedziała Stella. – Ale musimy przejść przez Szemrzący Potok, a most jest zepsuty. Bez mojej różdżki nie mogę go naprawić.
Gdy dotarli do potoku, rzeczywiście zobaczyli, że drewniany most jest przełamany na pół. Silny nurt wody uniemożliwiał przejście w bród.
– I co teraz? – zapytała Iskierka, patrząc z niepokojem na wodę.
Pimpuś rozejrzał się powoli dookoła.
– Spójrzcie tam – powiedział, wskazując głową na powalone drzewo niedaleko. – Może moglibyśmy użyć tego pnia jako mostu?
– Świetny pomysł, Pimpusiu! – zawołała Stella. – Ale jak go przesuniemy? Jest przecież taki ciężki.
Iskierka zmrużyła oczy, myśląc intensywnie.
– A gdybyśmy poprosili o pomoc? – zasugerowała.
– Kogo? – zdziwiła się Stella.
– Wszystkich! – Iskierka wskazała na las. – Las jest pełen stworzeń. Jeśli każdy pomoże trochę, razem damy radę!
Stella uśmiechnęła się szeroko.
– Masz rację, Iskierko! To jest prawdziwa magia – współpraca!
Wróżka zaczęła klaskać w dłonie i śpiewać melodyjnym głosem. Wkrótce na jej wezwanie przybyły leśne stworzenia: wiewiórki, króliki, jeże, a nawet kilka saren. Stella wyjaśniła problem, a zwierzęta ochoczo zabrały się do pracy. Wspólnymi siłami, pchając i ciągnąc, przesunęli pień nad potokiem, tworząc prowizoryczny most.
– Dziękuję, przyjaciele! – zawołała Stella, gdy przechodzili na drugą stronę.
– To było niesamowite! – ekscytowała się Iskierka. – Zrobiliśmy to bez magii!
– Tak, ale to też jest swoego rodzaju magia – odparła z uśmiechem Stella. – Magia przyjaźni i współpracy.
Gdy dotarli na Grzybową Polanę, ich oczom ukazał się niezwykły widok. Wielkie kolorowe grzyby rosły tu i ówdzie, niektóre były wyższe od Iskierki. A pośród nich, na czerwonym grzybie w białe kropki, siedział mały zielony stworek z nienaturalnie dużymi uszami i chytrym uśmieszkiem.
– Psotnik! – zawołała Stella, podlatując bliżej. – To ty zabrałeś moją różdżkę?
Chochlik odwrócił się, zaskoczony.
– Ja? Skądże! – zaprzeczył, ale jego uszy zaczerwieniły się, zdradzając, że kłamie.
– Ale widziałem kogoś z różdżką – dodał szybko, widząc surowe spojrzenie Stelli. – Ktoś pobiegł w tamtym kierunku! – Wskazał na ciemną część lasu.
– To pułapka – stwierdził Pimpuś, który wreszcie dotarł na polanę. – On chce nas zmylić.
– Zgadzam się – przytaknęła Stella. – Psotnik, powiedz prawdę. Gdzie jest moja różdżka?
Chochlik tupnął nogą z irytacją.
– Nie powiem! Teraz to ja mam magiczną moc i wreszcie wszyscy będą musieli mnie słuchać!
Iskierka podeszła do niego powoli.
– Dlaczego chcesz, żeby ludzie cię słuchali? – zapytała łagodnie.
Psotnik wydął wargi.
– Bo nikt nigdy mnie nie słucha. Nikt nie chce się ze mną bawić. Wszyscy się mnie boją albo śmieją ze mnie.
Stella poczuła, jak jej serce mięknie. Nigdy nie patrzyła na Psotnika w ten sposób.
– Nie wiedziałam, że czujesz się samotny – powiedziała cicho. – Ale zabranie mojej różdżki to nie jest sposób na znalezienie przyjaciół.
Odkrycie prawdziwej magii
Słońce zaczynało już chylić się ku zachodowi, barwiąc Zaczarowany Las odcieniami złota i purpury. Psotnik siedział na swoim grzybie, kołysząc nogami i patrząc niepewnie na Stellę.
– Naprawdę potrzebujesz tej różdżki? – zapytał, a w jego głosie pobrzmiewała niepewność.
– Tak – odpowiedziała łagodnie Stella. – Bez niej nie mogę pomagać potrzebującym. Nie mogę spełniać życzeń, naprawiać zepsutych rzeczy ani leczyć chorych zwierząt.
Iskierka przysiadła obok Psotnika.
– Wiesz, ja też czasem czuję się samotna – zwierzyła się. – W mojej szkole dzieci śmieją się ze mnie, bo wierzę w magię i wróżki.
– Naprawdę? – Psotnik spojrzał na nią z zaciekawieniem.
– Mhm. Ale zamiast dokuczać innym, szukam przyjaciół, którzy mnie zrozumieją. I znalazłam Stellę! – Uśmiechnęła się promiennie do wróżki.
Pimpuś powoli podszedł do grzyba.
– A ja jestem powolny i wszyscy zawsze mnie wyprzedzają – dołączył do rozmowy. – Ale nauczyłem się, że czasem warto zwolnić, by dostrzec rzeczy, których inni nie widzą.
Psotnik patrzył na nich z rosnącym zainteresowaniem. Po chwili westchnął głęboko i sięgnął za plecy.
– Dobra, oddam różdżkę – powiedział, wyciągając błyszczący magiczny przedmiot. – Ale pod jednym warunkiem.
– Jakim? – zapytała Stella.
– Że czasem będziecie mnie odwiedzać. I… może pobawicie się ze mną? – Ostatnie słowa wypowiedział niemal szeptem, jakby bał się odmowy.
Stella poczuła, jak jej serce wypełnia ciepło.
– Oczywiście, że będziemy cię odwiedzać, Psotniku! Możesz też przychodzić do mojej chatki na herbatkę i ciasteczka.
Psotnik rozpromienił się i wręczył Stelli różdżkę. Gdy tylko dotknęła magicznego przedmiotu, wokół rozbłysły iskierki światła.
– Teraz mogę spełnić twoje życzenie, Iskierko – powiedziała Stella, machając różdżką. – Gdzie ostatnio widziałaś swojego pluszowego kotka?
– W moim ogrodzie, bawiłam się nim pod jabłonką – odpowiedziała dziewczynka.
Stella wycelowała różdżkę w niebo i wypowiedziała zaklęcie. Po chwili w powietrzu pojawił się puszysty pluszak, który delikatnie opadł w ramiona Iskierki.
– Mój kotek! Dziękuję! – zawołała zachwycona dziewczynka, przytulając zabawkę.
– A teraz – Stella zwróciła się do wszystkich – myślę, że zasłużyliśmy na małe świętowanie. Co powiecie na piknik?
Machnęła różdżką i na środku polany pojawił się kolorowy koc, a na nim mnóstwo pyszności: kanapki, owoce, ciasteczka i dzbanki z sokiem.
– Hurra! – zawołał Psotnik, pierwszy podbiegając do koca.
Gdy siedzieli razem, jedząc i śmiejąc się, Stella poczuła, że odnalazła coś więcej niż tylko swoją różdżkę. Odnalazła nowych przyjaciół i zrozumiała ważną lekcję.
– Wiecie co? – powiedziała, patrząc na zachodzące słońce. – Dziś przekonałam się, że prawdziwa magia nie tkwi w różdżce.
– A gdzie? – spytała zaciekawiona Iskierka.
– W sercu – odpowiedziała Stella z uśmiechem. – W przyjaźni, dobroci i współpracy. Przeszliśmy przez Szemrzący Potok bez magii, tylko dzięki pomocy leśnych zwierząt. A Psotnik oddał różdżkę nie dlatego, że go zaczarowałam, ale dlatego, że zrozumiał, co jest naprawdę ważne.
– Przyjaźń! – zawołała radośnie Iskierka.
– Dokładnie – przytaknęła Stella. – I obiecuję, że od dziś będę pamiętać o tej lekcji. Magia jest cudowna, ale nic nie zastąpi prawdziwej przyjaźni i dobrego serca.
Gdy gwiazdy zaczęły pojawiać się na niebie, Stella użyła różdżki, by stworzyć małe świetliste lampiony, które zawisły nad polaną, oświetlając ich małe przyjęcie. Psotnik nauczył wszystkich swojego ulubionego tańca, Pimpuś opowiedział kilka mądrych historii ze swojego długiego życia, a Iskierka zaśpiewała piosenki, których nauczyła się w szkole.
I tak, w blasku gwiazd i magicznych lampionów, czworo nowych przyjaciół świętowało nie tylko odnalezienie zaginionej różdżki, ale przede wszystkim odkrycie prawdziwej magii – magii, która tkwi w każdym z nas, czekając tylko, by ją odnaleźć i podzielić się nią z innymi.
Od tego dnia Stella nie martwiła się już tak bardzo o swoją różdżkę. Wiedziała, że nawet gdyby znów ją zgubiła, najważniejsza magia pozostałaby przy niej – magia przyjaźni, która potrafi pokonać każdą przeszkodę i rozwiązać każdą zagadkę.
